Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

Nazywam się Joszko.

DLA DZIECI I ... NIE TYLKO » Rudy bloguje, czyli co o gończych powinniście wiedzieć. » Nazywam się Joszko.

 

Nazywają mnie Joszko.

 

Wołają na mnie Joszko. Niedawno skończyłem dwa lata. I jestem zupełnie zwyczajnym pieskiem. No prawie zupełnie zwyczajnym-jak każdy pies jestem wesoły, lubię rozrabiać i wkładać nos w swoje i nie swoje sprawy i … rzeczy. To co mnie wyróżnia wśród moich psich krewnych to to, że mówię jak ludzie. W sumie nie powinno Was to dziwić, bo jak wiadomo wszystkie zwierzęta mówią. Ale tylko raz do roku człowiek może je usłyszeć i zrozumieć. Jest to krótki czas nocy wigilijnej. Ja mówię i myślę po ludzku cały czas. Nie wierzycie? Jak się kiedyś spotkamy będziecie mieli okazję się o tym przekonać.                                                                                                                                                                     

Będę chciał  Wam opowiedzieć o naszych gończych przygodach. Poznacie nie tylko mnie, ale wielu moich przyjaciół. Zanim to uczynię kilka słów o sobie. Jestem rasowy. To znaczy, że jestem bardzo podobny do moich rodziców, braci i sióstr, ciotek, wujów i stryjków. Jestem gończym polskim - to stara, polska rasa myśliwska. Nasi pra, prapsidziadowie byli nieodzownymi towarzyszami polowań już kilkaset lat temu. Jesteśmy psami odważnymi. Stare kroniki mówią, że kiedyś  polowano nami na wielkie litewskie niedźwiedzie (groźniejsze od nich są już tylko ruskie niedźwiedzie - wiadomo).

Mamy bardzo dobry węch, który pomaga nam w pracy w  lesie, ale i w domu jest często bezcenny. Możemy sobie coś od czasu do czasu tu upolować.  Bez problemu znajdziemy każdą pyszność pozostawioną nieopatrznie gdzieś na stole. Każdy okruszek wyśledzimy, okrążymy i z apetytem się nim zainteresujemy.  Co prawda nie zawsze widzimy wtedy uśmiechniętej od ucha do ucha miny właściciela, ale już takie my gończe jesteśmy. Niełatwe, oj nie! Przypominam sobie mocno zaskoczone oblicze mojego pana, kiedy zastał mnie swobodnie pasącego się na dużym stole po wytropieniu smakowitych, mięsnych delikatesów. Myślę, że gdybyśmy nie byli rasą myśliwską zostalibyśmy  rasą przewidzianą do pracy w kuchni, wiernymi asystentami kucharzy. Cóż, my gończe lubimy dobrze zjeść. Niektórzy mówią „głodny jak wilk”, a ja myślę, że raczej powinno być „głodny jak gończy”.                                                                                                                                                                        

Jesteśmy rasą średniej wielkości, ani zbyt dużą, ani zbyt małą. Taką w sam raz. Większość mojej gończej rodziny jest czarna jak węgiel. Ale mam też trochę kolegów o kolorze czekoladowym - sierść wuja, z którym mieszkam przypomina właśnie  kolorem tabliczkę dobrej belgijskiej czekolady. Wuja wołają Rezon. Wiele od niego się nauczyłem (trudno powiedzieć, czy on nauczył się czegoś ode mnie-powinienem go o to zapytać).  Ja sam jestem rudy. Rudy nosek-trufla, długie uszyska, łapy, aż po sam koniec ogonka. Nawet niektóre moje pomysły są mocno rude. Tak przynajmniej mówi mój pan.  Ostatnio tak powiedział kiedy pod jego nieobecność postanowiłem się bliżej zapoznać z funkcjami pilota do telewizora. Byłoby chyba wszystko w porządku gdybym używał do tego moich rudych łap. Dla mnie bardziej praktyczna do tego wydawała się moja ruda, psia paszcza. Tak, tak, my psy poznajemy świat przez węch, słuch, wzrok, ale dużo musimy przepuścić przez nasze psie usta, co bardzo niekorzystnie wpływa na spójność ludzkich przedmiotów.  Najwyraźniej ludzie nie dbają o solidność rzeczy  którymi się otaczają. Pilot już nigdy nie wzniósł się na wysokość stawianych mu zadań…                                

Jestem psem miejskim. Mieszkam w Katowicach, w kamienicy na piątym piętrze. Mamy stąd ładny widok na śródmieście. Czasami siadamy z wujem na balkonie i zainteresowaniem obserwujemy życie miasta. Dzielimy się naszymi spostrzeżeniami. Zdarza się, że przegadamy do naszych psich znajomych. W kamienicy mamy też wielu miłych ludzkich sąsiadów. Najbardziej lubię sąsiada-strażaka. Ma interesującą  pracę. Ciekawe, czy nie potrzebują takiego rudego psa jak ja do akcji strażackich. Świetnie nadawałbym się do rozwijania węży pożarniczych. Odważnie oszczekiwałbym języki ognia.  Osaczałbym je z każdej strony. Nastraszyłbym je tak, że same by wygasły.  Mógłbym też prowadzić wóz strażacki. Włączałbym syrenę i gazzzuuu! Oj, chyba się trochę zagalopowałem.                                 

Mój Pan jest myśliwym. To wspaniale się składa, bo ja razem z czekoladowym wujem Rezonem jesteśmy psami  myśliwskimi. Jakie to szczęście. Dobrze, że razem zamieszkaliśmy. Cała nasza trójka uwielbia las-zieloną dąbrowę, czy bór sosnowy. Nie wiem jak nasz Pan, ale my z Rezonem moglibyśmy zamienić nasze wygodne mieszkanko na budę blisko lasu. Szkoda tylko, że w budzie takiej nie zmieści się łóżko naszego Pańciostwa, ale nie powtarzajcie im tego. My gończe polskie jesteśmy stworzone do przygód w kniei. I o jednej takiej Wam wkrótce opowiem.

Wasz Gończy.

C.d.n.

Rysowała mnie Zuzia Petruczenko, lat 9.