Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

Piękne początki

W ŁOWISKU » Opowiadania » Piękne początki

„Piękne początki”

Jak to zwykle zaczęło się bardzo niewinnie. Paweł - kolega z koła zadzwonił wieczorem. Chciał się upewnić, czy jutro będę w domu, ponieważ wybierał się wczesnym rankiem na podchód pod Skrzyczne. Pomyślałem: „ Jak to Paweł – pochodzi po lesie, naogląda się byków (plan odstrzału łań mieliśmy wykonany ), powybiera. Jak się trafi stary selekt na dobry strzał to…”. Wieczorem poukładałem sobie w myślach jutrzejszy dzień – pracy z psami miałem mnóstwo.

Rano po śniadaniu wysłałem dzieci do szkoły, oporządziłem gospodarstwo, w końcu wziąłem gończego alpejskiego i wybrałem się do lasu. Byłem godzinę drogi od domu, kiedy zadzwonił Paweł: „Mam postrzałka, pomożesz?”. Umówiliśmy się, że będę u niego za 30 minut. Gdy dojechałem na miejsce Paweł zaczął opowiadać: „ Strzelałem do byka ostro w górę na 100 m, kaliber 309.W. Po strzale chmara jeleni ruszyła na dół, ale ten „mój” jakoś dziwnie ledwo szedł, jakby chwiejnym krokiem”. Podłożyłem Zadrę na zestrzał, ale ta niepewnie podążała po świeżej farbie, odpuszczała trop. Jeleń jej nie interesował, ale nie dziwiło mnie to, w końcu układałem ją tylko na dzika. Poszedłem na oko po tropie. Po 800 m niespodziewanie ruszyłem byka, który uszedł szybko. Zarządziłem 2 godziny przerwy. Wróciłem do domu po starą specjalistkę od takich „spraw” – Gawrę (sukę gończego polskiego). Kolega Paweł musiał iść do pracy na drugą zmianę, więc poprosiłem Jacka leśniczego żeby podwiózł mnie w okolice ostatniej farby. Zapiąłem otok, po przejściu 1km weszliśmy z Gawrą w gęste młodniki. Suka zaczęła zachowywać się w charakterystyczny dla niej sposób – wiedziałem, że byk jest niedaleko. Odpiąłem otok. Po chwili dało się słyszeć głoszenie na dystansie 180 m w młodniku, za potokiem. Doszedłem na 50 m, zwierza nie widziałem. Gawra jak na zawołanie wycisnęła byka na otwarty, gruby, bukowy las. Z początku nie mogłem oddać strzału, ponieważ byk stał do mnie odwrócony zadem. Po chwili jednak obrócił się na tzw. kulawy sztych, ale nie było kulochwytu, a w dole było słychać pracujących pilarzy. Zbiegłem kilkadziesiąt metrów bukowym młodnikiem, po skałach w dół. Byk stał na stoku, z dobrym kulochwytem. Poczekałem jeszcze chwilę, aż zwierz się dobrze ustawi i strzeliłem. Jeleń przebiegł jeszcze kilkanaście metrów, po czym przewrócił się. Nagle zaczął staczać się w kierunku głębokiego jaru, w dnie którego płynął potok.  Gawra cały czas głosiła i nie odpuszczała, pędząc za jeleniem. Ja natomiast za nimi – raz na plecach, potem na boku, to znowu na brzuchu. Na samym dole, po 50 m wpadliśmy po pas do wody – byk, Gawra i na końcu ja. To cud, że w jednym kawałku… Gdy się już wygramoliłem  na duży kamień, spojrzałem na byka, Gawrę, a po chwili mój wzrok skierowałem na boki jaru, w którym wszyscy się znaleźliśmy. W jednym momencie oblał mnie zimny pot – otaczały nas pionowe ściany, obsypujące się łupkiem, o wysokości 50-60 m. Miałem do wyboru – albo ciągnąć byka ok. 1 km wzdłuż potoku albo poćwiartować go na kawałki i wynosić pojedynczo w górę potoku jakieś 400 m. Na szczęście był zasięg w telefonie. Zaraz skontaktowałem się z Jackiem, dobrze że był blisko i wspólnie zastanowiliśmy się jak rozwiązać sytuację. Pojechaliśmy do wsi i ciągnikiem wróciliśmy na miejsce po byka. Przymocowaliśmy linę do poroża i jak ze studni wyciągnęliśmy pionowo byka 50 m wzdłuż łupkowej ściany jaru.

Spojrzałem na zegarek – była 17:00. „ I tak to jest wyjść z domu na chwilę z psem” – pomyślałem. Ale najważniejsze, że sztuka odnaleziona – byk ósmak, obustronnie widliczny w II klasie wieku. Pierwszy strzał przyjął na przedni badyl, na wysokości mostka. Ręce i plecy bolały mnie jeszcze przez parę dni, ale satysfakcja z dobrze wykonanej pracy została na całe życie. Nie ma lepszej lekcji dla psa jak dojście postrzałka – dla mnie jest to cenniejsze niż szesnastak na ścianie.

 

Edward Hałdysz