Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

O tym jak Stefan Trocinko ................ miał zły dzień

DLA DZIECI I ... NIE TYLKO » Przygody leśniczego Stefana Trocinko i jego psa Naleśnika » O tym jak Stefan Trocinko ................ miał zły dzień



„Ja, uwielbiam ją, ona to wie…….” Rozbrzmiewał w niebogłosy dzwonek komórki Stefana Trocinko. Zaspany Stefan poderwał się z łóżka. „Halo? Tak, oczywiście, że może Pan odebrać drewno. Co?? Już siódma??? Pewnie, że jestem już w lesie! Zakopałem się! Zaraz tam będę!” i Stefan rozłączył rozmowę. „No nie! Zaspałem! Naleśnik! To Twoja wina!!!!”krzyknął Trocinko i w pędzie zarzucił na siebie polar i spodnie. Wpadł do malucha i zaklął pod nosem „No nie pojadę przecież do lasu w laczkach!!!” Pobiegł do domu. Po chwili wrócił do auta. Minęło dobre 6 minut zanim samochód odpalił. Stefan był wściekły.

Spóźniony, bez skarpetek, bez kawy i do tego w „tarpanie”, który ostatnio wyjątkowo odmawiał posłuszeństwa pojechał do umówionego oddziału 306. Przy stosie stał już klient. Stefan wyleciał z samochodu, od drzwi krzycząc „Pan wie, że my drewno tylko we wtorki sprzedajemy? A dziś jest środa! No, to tu jest ten stos. Zaraz wypiszę asygnatę” wydyszał leśniczy. Chciał zapiąć polar. Podsunął suwak pod samą szyję, czując, że polar wcale się nie zapina!..... Właśnie zepsuł się zamek. W dodatku zaciął się na samej górze i Stefan wyglądał teraz jak w zielonej pelerynie.. Idiotycznie.

Mocno zdenerwowany, wyciągnął z raportówki rejestrator rozrzucając pod nogi wszystkie inne dokumenty, które miał w torbie. Rejestry Odbioru Drewna przygotowane do kontroli- wszystkie wylądowały w błocie. Marsowa mina Trocinki na ten widok mówiła sama za siebie. Pozbierał do kupy zabłocone papiery i wsadził sobie pod pachę. Z kieszeni chciał wyjąć długopis. Zamiast tego wyciągnął niebieską dłoń umazaną sproszkowaną…kredą???? To lubryka do pisania na drewnie- rozpuściła się. Najwyraźniej nie wyjął jej przed praniem. „CO JESZCZE????”- zapytał sam siebie Trocinko. W końcu znalazł w torbie ….wykałaczkę. „Ech.. może być..” westchnął głośno i cierpliwie zaczął stukać nią w małe klawisze na urządzeniu.
Mężczyzna w między czasie nonszalancko wyciągnął z kieszeni kopertę „No, to tutaj jest taki zadatek, żeby drewno było ładne…..” „COOOO??? …..khu khu khu…” i w tym momencie Trocinko aż się zachłysnął i zaczął krztusić, zasłaniając usta obandażowaną dłonią…. W końcu z siebie wydusił, a właściwie wykrzyczał „CO TO? Żartuje Pan? Chyba Pan profesje pomylił!!! My w Lasach nie zniżamy się do takiego poziomu! Tu nikt nie bierze żadnych zadatków!!!! Zabieraj Pan tę kopertę, bo jak się zdenerwuję, to jeszcze po straż leśną zadzwonię!”. Mężczyzna szybko schował kopertę i zaczerwienił się. Po chwili, chcąc szybko zmienić temat spytał „A co się Panu w rękę stało?”
„Eeee…. Salceson mi upadł na podłogę… za blisko mojego jamnika, a ja, głupi myślałem, że zdążę podnieść…” wymruczał leśniczy. „Co? Ugryzł Pana? Własny pies? Właściciela??” zaśmiał się mężczyzna.
„Panie, to nie pies! MIAŁEŚ PAN KIEDYŚ JAMNIKA????” wybuchnął Trocinko. Mężczyzna już kompletnie zamilkł, pewny, że jak jeszcze coś nieopatrznie powie, to leśniczy się w końcu odwinie i zamachnie się swoim małym komputerkiem z drukarką….…..

Leśniczy w końcu skończył stukać wykałaczką w miniaturowy ekran wielkości dwóch paczek zapałek i znieruchomiał patrząc na równie miniaturową drukarkę w torbie. Najwyraźniej wcisnął „drukuj”. Czeka. Nic się nie dzieje. Wciska znowu klawisz. Cisza. Potrząsa rejestratorem. Cisza. Gorączkowo naciska na ekran. Gdyby mógł to pewnie by wypchnął klawisz z drugiej strony. Cisza. „Jak nie zaczniesz drukować to znowu najadę na Ciebie kołem!!!” groził leśniczy pod nosem. W tym momencie obaj usłyszeli charakterystyczne „drrrrrrr”- z urządzenia wyszedł mały, pergaminowy dokumencik. „Proszę, to jest asygnata. I dopiero teraz może Pan wywieźć drewno z lasu”. Mężczyzna złożył papier i schował do kieszeni. „Popołudniu przyjadę przyczepką…” wybąkał mężczyzna. „Dobrze. To pozwoli Pan, że teraz wrócę do innych obowiązków. Do widzenia.…”. Leśniczy podał mężczyźnie rękę i skierował się do samochodu. Tamten westchnął i sam udał się do swojego auta. Gdy zamykał drzwi usłyszał głośny krzyk „Oddam Cię na złom, draniu!!!!”. Mężczyzna odwrócił się i zobaczył sylwetkę leśniczego wymachującego pięścią w niebo i kopiącego koło swojego auta, które najwyraźniej.. nie chciało zapalić… „Panie Nadleśniczy, jak żyć?” niósł się po lesie zawodzący szloch Trocinki…….….

 

Autor Magda Stępińska, Nadleśnictwo Celestynów:

https://www.facebook.com/pages/NADLE%C5%9ANICTWO-CELESTYN%C3%93W/244465562338280

Stefan Trocinko do zdjęcia pozował Pani Magdzie Stępińskiej