Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

O Megi słów kilka

CZYTELNIA » Wariacje na temat... » O Megi słów kilka

Dlaczego pamiętam tak dokładnie kiedy to się zaczęło…,  bo było to 11 września  2001r. Ten dzień zmienił oblicze naszego świata, samoloty niszczące World Trade Center odmieniły losy tysięcy, a pewnie milionów ludzi. Zrządzeniem losu i w moim życiu ta data  była początkiem największej wolty. Prasa, internet i telewizja natrętnie epatowały mnie obrazem katastrofy i ludzkiej tragedii. Przerażenie, szok i przygnębienie stawało się nie do zniesienia. Potrzebowałam jakiegoś azylu odskoczni od rzeczywistości. Przypadkiem wpadła mi do ręki gazeta ‘’PIES’’. Dzięki Bogu, pomyślałam, czytając mogę odetchnąć od tej wszechobecnej traumy. Przerzucałam bezładnie strony i tak utknęłam na gończym polskim… . Piękny pies pomyślałam. Ładnie prezentowalibyśmy się na spacerach, …lekki uśmiech wywołany tą wizją zamajaczył na moich ustach. Następnego dnia nie mogłam wyzbyć się myśli  o nowo odkrytym psiaku. W końcu decyzja zapadła-muszę go mieć.

Bezzwłocznie zaopatrzyłam się we wszelką dostępną literaturę na temat mojego przyszłego pupila i…wszystko wyglądało idealnie. Tylko jedno  nie dawało mi spokoju TO PIES MYŚLIWSKI!!! Ups słabo. Nie byłam entuzjastką ‘’dziwnych facetów’’ biegających z bronią  po lesie.     Ale z drugiej strony jest wiele ras myśliwskich nieużywanych  do polowania-moja „nowa przyjaciółka” też taka będziXe. Szukałam długo. W owym czasie nie była to zbyt popularna rasa, ale w końcu znalazłam. A jakże psy miał jakiś ‘’pacan z bronią’’. Trudno, pojadę, wymienię kilka zdawkowych uprzejmości, porwę moją nową ulubienicę i wychowam  na „cywilizowanego” psa.   Plan u podstaw genialny zaczął się sypać już na wstępie.   ‘’Dziwny facet’’ biegający z bronią po lesie, ten drań zakomunikował mi na dzień dobry, że owszem są dwie suczki ale… tylko w ręce myśliwego. No i zrobił się problem - on był nieugięty, a ja coraz bardziej zdeterminowana. W końcu naginając trochę fakty  i przy pomocy zasłony dymnej,  że interesuje się łowiectwem ZŁAMAŁAM GO!!!

Nadszedł dzień wyjazdu po psa. Opracowałam scenariusz rozmowy, nastawiłam się na spotkanie z człowiekiem jak mniemałam dość... „archaicznym” i ruszyłam postawić kropkę nad  „i”.  Całą drogę prześladowała mnie myśl, że kiedy dotrę    to na progu powita mnie ubrany     w moro facet z fuzją  na ramieniu i pętem kiełbasy w dłoni. Na podwórku będą walały się bezładnie szczątki różnych zastrzelonych zwierząt.    Brrr straszna wizja, ale nie wymiękałam. 

Ku mojemu zaskoczeniu na miejscu powitał mnie sympatyczny Pan przypominający raczej bohatera powieści Hemingwaya niż neandertalczyka. Ale do rzeczy..., pozory mylą , więc biorę psa i zmykam do cywilizacji. Wybór suki  był w zasadzie formalnością z dwóch które zobaczyłam ta moja wybrała mnie, jej spojrzenie nie pozostawiło wątpliwości. O dziwo Pan Zbysiu Jankowski opowiadał mi bardzo ciekawe rzeczy o psach, polowaniach, konkursach i żadna z tych opowieści nie ociekała krwią i nie świstały mi nad głową pociski. Byłam tam dłużej niż zakładałam i wcale nie wróciłam zniesmaczona.                           

Suka rosłą jak na drożdżach była cudowna a mnie coraz bardziej nęciła chęć porównania jej z innymi gończymi. Kurcze, jest w człowieku coś takiego ,że chce żeby to jego najlepsze zostało potwierdzone przez innych , taka nieposkromiona chęć bycia pierwszym. W końcu nie wytrzymałam i postanowiłam przeniknąć do środowiska „gończarzy” zawsze mogę je przecież opuścić po angielsku, cicho i dyskretnie.

Okazja nadarzyła się podczas prób polowych w Jarach. Przyjechałam  tam jako nowicjuszka dość sceptycznie nastawiona do myśliwych polowań i wszystkiego co się z tym łączy a wyjechałam niemal jako entuzjastka i na dodatek Megi wygrała te próby. Ludzie okazali się wspaniali bardzo otwarci, pozbawieni domniemanej  przeze mnie agresji. Byłam głodna tych kontaktów, niekończących się opowieści  o psach, polowaniach. Chciałam coraz więcej wiedzieć o tym zupełnie mi dotąd nieznanym świecie.

Czas ma jednak swoje prawa, im więcej przebywałam w tym nowo odkrytym środowisku tym mniej uwagi poświęcałam swojemu dawnemu życiu. Pamiętam pierwsze polowania zbiorowe u zaprzyjaźnionego kolegi Bernarda spod Gorzowa Wlkp. i moją Megę  szalejącą w miotach    z innymi psami – kiedy ona uganiała się za dzikami ja przeżywałam na przemian ataki paniki i euforii. Piorunująca mieszanka, ale działająca jak narkotyk.

Suka towarzyszyła mi 11 lat, odeszła we wrześniu 2012 roku, bez ostrzeżenia nawet drobnego sygnału ,że coś jest z nią nie w porządku. ”Durna zdzira” pomyślałam jak mogłaś mnie tak zostawić - przez tyle lat byłaś moją najlepszą przyjaciółką, jedyną powierniczką     i teraz… pustka ? Nawet Diuna, autystyczny szalony foks nie umiał odnaleźć się w nowej sytuacji. Wiele dni błąkałyśmy się po pustym bez Megi domu.  Nie mogłam znieść braku tych bezkresnych oczu obserwujących przez ostatnie lata każdy mój krok . Diuna bezskutecznie nosiła sponiewieranego pluszowego misia który zawsze był sygnałem do rozrywkowego sparingu o własność.

Blizna po utracie Megi nie zabliźniała się  czas upływał , a ja nie mogłam się pozbierać , pluszaka też pokrył kurz po odejściu Megi dla Diuny  przestał być atrakcyjny. Straciła wigor. Obserwowałam ją jak leży na dywanie nie pojmując dlaczego nikt się z nią nie droczy.

W końcu zaczęłam wracać do rzeczywistości odpowiadać na dziesiątki telefonów i smsów od przyjaciół. Nie byłam sama!!! Bez mojej wiedzy uknuli plan „odzyskania mnie” . Jak się dowiedziałam czekała już na mnie „mała gończa” . W pierwszej chwili stanowczo odmówiłam nie będę już przecież miała takiego psa. Oni jednak nalegali, a ja z wolna kruszałam. W końcu mogę pojechać i zobaczyć  i …stało się zobaczyłam Ją. Mieszkamy razem już kilka miesięcy - Avia  jest inna, ale bezwzględnie KOCHANA, a co najważniejsze Diuna znowu może prowokacyjnie wkraczać do pokoju z „pluszakiem’’  i wywoływać III wojnę światową . A ja odżywam…

Ps . Magara Rumcajsowe Obejście jest pochowana w Jarach w miejscu gdzie wszystko się zaczęło,  gdzie spędziłyśmy najpiękniejsze chwile i  mam nadzieję zawszę będę mogła ją spotkać kiedy zamknę oczy i bardzo mocno tego zapragnę . Może nawet będzie śledziła nieporadne zagrodowe początki Avii tak z innego wymiaru . A ja cóż historia zaczyna się od nowa……………..

Dziękuję wszystkim moim Przyjaciołom, którzy w ten zły dla mnie czas byli przy mnie, nawet nie wiedziałam ilu Was jest.  

 

Barbara Nieckarz