Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

Nuda

DLA DZIECI I ... NIE TYLKO » Rudy bloguje, czyli co o gończych powinniście wiedzieć. » Nuda

Nuda

My trójkolorowe gończe-gończe polskie nudy nie znosimy. Mamy w naszych łebkach specjalną kwaterę zamieszkaną przez jednostkę do walki z nudą. Jest to jednostka sformowana do zadań specjalnych i na pierwszy rzut niemożliwych. Sprawnością przewyższa powyższe jednostki u innych ras. My rude gończe mamy ten obszar znacznie rozrośnięty, choć przyznaję, niektórzy czarni i czekoladowi  kuzyni ambitnie depczą nam po ogonach. Co tu dużo mówić - są to gończe o ponadprzeciętnych talentach i niemal nieograniczonych możliwościach postawienia swojego pana w stan osłupienia z równoczesnym wytrzeszczem meniskowypukłym gałek (mnie zawsze bawi ten chwilowy stupor właściciela-warto to zobaczyć). Może takim gończym zuchom należałoby raz do roku wręczać, na zielonym dywanie, złotego „garmmin’a” za najlepsze zabicie nudy. Jestem za.

Już wiecie, że my gończe walczymy z nudą, ale nie wszyscy wiecie jak… . Jak się da i koszty nie grają dla nas żadnej roli (lubimy się nieźle zabawić-cha, cha). Nie mamy tu żadnych skrupułów i litości dla debetu naszych właścicieli. Dzięki naszej aktywności nasi kochani właściciele są szanowanymi klientami banków i innych podobnych instytucji oszczędnościowo-zapomogowych. Kochamy Was drodzy Właściciele – bezgranicznie, naszą psią miłością więc powinniście nas zrozumieć.

Ciekawscy czytelnicy zapytają co konkretnie niszczymy. Ano wszystko, co pod nasze trójkolorowe paszcze i łapiszcza się dostanie i najczęściej nie jest to koronkowa robota. Wyciągnę tu kilka rarytasów, delikatesów z tej skrzyni pt. „Nuda”. Nie dla wszystkich będzie to ambrozja (zwłaszcza dla tych właścicieli gdzie akty zniszczenia dokonały się).  

Zanim coś o mojej gończej rodzinie, to słów kilka o sobie. Na moich rudym sumieniu są … studnie. To moja główna specjalność. Tak, tak. Kopię studnie, jamy, niewielkie szyby. Czasami zdaje mi się, że słyszę co głośniejsze rozmowy górników fedrujących węgiel (ciekawe, czy oni słyszą moje wysiłki dostania się do nich). Te biedaszyby, wilcze doły to niby nic, ale lubię to robić w ogródku między kwiatami (i na kwiatach) skrywającymi moją niecną działalność.  W ten sposób zdobyłem sprawność  „Górnik”.

„Tapicer”. Moja cioteczka Shiva jest tapicerem. Zajmuje się modelowaniem sof, puf, leżanek i szezlongów. Jej modelowanie właściwie dochodzi do połowy stadium-do rozbiórki konkretnego mebla. Zazwyczaj (a właściwie zawsze, co trzeba powiedzieć) nie przechodzi do fazy tworzenia nowej jakości. Zadawala się jedynie rozbiórką.

„Księgarz vel Bibliotekarz”. Jej przyjaciółeczka Joka zasmakowała w książkach. Pochłonęła niemal całą biblioteczkę. Nie wiadomo czy „zaczytywała” się według  jakiegoś klucza, czy lektura ksiąg była przypadkowa. Podobne sympatie ma wiele gończych. Na przykład kolega Konar wchłonął ważną dla naszych właścicieli książkę „Z dna jeziora”. Ja Joszysko mam na sumieniu książczysko „Psychoterapia psychoanalityczna”…

Nysa ma papiery elektryka. „Elektryk” Nysa wykopała i zagryzła na śmierć kabel dwunastożyłowy   zasilający dwa domofony i bramę wjazdową (jak to dobrze, że  pańciem Nysy  nie jest szef NASA…). Równie wysoki  stopień wtajemniczenia posiada Jarowit. Jego sprawności budzą szacunek. „Elektryk samochodowy”  to jedna z nich. Będąc w samochodzie okrążył całym sobą wiązkę kabli elektrycznych i je skutecznie zdławił (jak to dobrze, że  pańciem Jara nie jest szef NASA…).  A jako „stolarz” wyheblował nowy, dębowy stół… . Jaro, respect.

My gończe mamy różne „zdolności”. Wśród nas są: szewcy (wiadomo-od trzewików i innych chodaków), krawcy (od garderoby, ale również od biustonoszy), tynkarze (od ścian i gładzi), parkieciarze (od klepek, ale tych prawdziwych), degustatorzy (od wszystkiego co do paszczy da się wcisnąć, ze szczególnym uwzględnieniem artykułów spożywczych również tych zapakowanych) , prestidigitatorzy (od połykania różnych dziwnych rzeczy-np. „okularów za 500 zł.”),  śmieciarze (wiadomo) i wielu innych. Często łączymy różne specjalności. Powinniście to wiedzieć.

Co czujniejszy czytelnik zapyta dlaczego niszczymy. I tu dochodzimy do sedna rzeczy. Czasami tak po prostu mamy – złociutkie charakterki.  Wypadki, które powyżej Wam opisałem mogą się zdarzyć, ale kłopot pojawia się wtedy kiedy zniszczenia występują raz po raz. Nie jesteśmy kanapowcami. Nasi opiekunowie powinni mieć dla nas czas-chodzić na spacery, pracować z nami. Im większa aktywność tym lepiej. Ci którzy chcą i mogą z nami polować niech to robią. Będziemy wdzięczni. Nie będziemy zabijać nudy.

Ci którzy zastanawiają się nad kupnem gończego polskiego  powinni kilka razy się zastanowić. Kilka razy.

 

Wasz Joszko.

C.d.n.