Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

Mantrailing

CZYTELNIA » Szkolenie » Mantrailing

Nasza przygoda z Mantrailingiem czyli tropieniem użytkowym po zapachu indywidualnym.

 

W lipcu 2012 przywiozłem do domu szczeniaka rasy Gończy Polski. Wcześniej sporo o tej rasie czytałem. Przyjaźniłem się również z kolegą, który polował z Gończymi Słowackimi, dzięki czemu miałem okazję widzieć pracę psów gończych w łowisku. Cóż, sam nie jestem myśliwym, ale traf chciał, że dostałem psa z hodowli czysto myśliwskiej. Hodowca bardzo mi pomógł w wyborze odpowiedniego szczeniaka, bo było dla mnie jasne, że mój pies będzie mieszkał w mieście - w bloku i będzie używany do pracy ratowniczej. Chciałem szkolić psa do poszukiwania ludzi zasypanych gruzem lub zaginionych w lesie lub polu, ale nie wiedziałem jak gończy będzie się w takiej pracy sprawdzał i czy będzie mógł pracować bez smyczy. Zależało mi na zdrowym psie. Wcześniej miałem boksery, które niestety umierały przedwcześnie z powodu chorób nowotworowych, które są przypadłością tej rasy. Mimo, że jestem ich wielkim miłośnikiem, pożegnałem się z bokserami i innymi dogowatymi, bo niestety wiele z nich ma dodatkowo problemy z sercem oraz stawami łokciowymi i biodrowymi, a ja potrzebuję psa zdrowego.

Zdecydowałem się więc na gończego polskiego, mając świadomość, że potrzebuje on dużo ruchu i pracy. Maluch zawitał do mnie 24.07.2012. W hodowli został nazwany Diego i był najspokojniejszym szczeniakiem z miotu. Wiele razy myślałem i zastanawiałem się - jeżeli on był najspokojniejszy, jacy musieli być jego bracia i siostry...

Gdy Diego miał dziewięć tygodni zaczęliśmy zabawy na włóczkach. Maluch był tak zachwycony szukaniem, że stało się to jego ulubioną zabawą. Systematycznie ćwiczyliśmy na sztucznej farbie - dwa do trzech razy w tygodniu, czasami sami, a czasami z moim kuzynem i jego 3 – letnią suką rasy labrador retriever, która była mocno zmotywowana kawałkami karmy na tropie. „Bawiliśmy” się tak przez 7 tygodni, a maluch pokazywał mi każdego dnia, co potrafi. To, co mnie zadziwiało, to przede wszystkim jego wytrwałość i zdeterminowanie w dojściu do końca tropu. Mając 16 tygodni maluch szedł ścieżką długości ponad kilometra przebiegającej po betonie, wśród polnych dróg, podmokłych łąk i w lesie. Wtedy zrozumiałem, że nie potrafię z nim więcej zrobić sam i potrzebuję pomocy. Pracując na policji w Castrop-Rauxel (Nadrenia Północna i Westfalia) spotkałem pewnego policjanta, który słysząc o tym, co robię z moim psiakiem poradził mi mantrailing. Jako policjant pracował swego czasu z zawodowymi poszukiwaczami osób zaginionych, którzy pomagają policji. Bardzo mnie to zainteresowało, więc zacząłem szukać możliwości treningu dla Diego.

Po dłuższych poszukiwaniach znalazłem w Internecie grupę mantrailing Rhein-Ruhr, w której zaczęliśmy ćwiczyć zgodnie z metodami Jeff´a Schettler´a. Początkowo motywowaliśmy psa na tak zwanych "Puppy Trails". Szczeniak jest spuszczony ze smyczy i wolno mu biec swoim naturalnym tempem za „zdobyczą”. „Zdobycz” to osoba, która ma ulubioną karmę psa - w naszym przypadku były to polskie kabanosiki drobiowe. Osoba ta ucieka i robi sporo hałasu (piszczy, wydaje wysokie dźwięki), zwracając na siebie uwagę i machając smakołykiem. Odgłosy te są ważne, bo dzięki nim piesek skupia się całkowicie na uciekającej osobie, która jednocześnie powinna zostawić na ziemi coś osobistego. Dzięki temu piesek biegnąc musi „złapać” zapach tej osoby. Najlepiej do tego służą podkoszulki, piżamy, swetry, koszulki, koszule i kurtki. Im większy przedmiot zapachowy tym lepiej - szczeniak nawet nie zwracając uwagi na przykładową podkoszulkę, napełnia sobie nozdrza zapachem osoby, która się schowała. Pierwsze takie zabawy robiliśmy w grupie, na łące oraz w lesie, gdzie psiak musiał się przedzierać przez jeżyny. Trenerka Diana Hempel oraz pozostali uczestnicy szkolenia byli zachwyceni, bo maluch miał wtedy tylko 17 tygodni. Diego wszystkich zachwycił.

Mantrailing to bardzo ciekawa dziedzina. Miałem dużo szczęścia, że prowadząc tak małego szczeniaka, uczyłem się krok po kroku jak przygotować psa do tego rodzaju pracy. Uczył się nie tylko Diego, uczyłem się również ja i dzięki temu poznałem swojego psa. W miarę upływu czasu zwierzę zaczyna kojarzyć, że właściciel pokazuje ścieżki tropowe prowadzące do nagrody. Szczeniak uczy się również, że ignorowanie innych tropów (zwodniczych) „opłaca się”, gdyż skutkuje to otrzymaniem nagrody. Dzięki temu człowiek staje się prawdziwym przewodnikiem, którego trzeba, ale co ważniejsze – warto, słuchać.

Dwa razy w tygodniu chodziliśmy na treningi, na które dojeżdżaliśmy 50 km w jedną stronę, ale tak na prawdę nie było alternatywy. Żadna inna szkoła nie promowała tak mocno psów, które w przyszłości miały ratować życie ludzkie lub łapać przestępców, mając tylko próbkę ich zapachu osobniczego. Nie znaczy to, że nie było innych szkól lub grup, które nie pracowałyby używając innych metod takich jak metoda Kevina Kochera lub Alexandry Grunow, Państwa Meierhoferów lub tez pani Dr. Zähner i pani Dr. von Buddenbrock. Na dzień dzisiejszy co druga szkółka dla psów w Niemczech organizuje grupy mantrailingowe, czasem nie mając zupełnie doświadczenia, poza przeczytaniem dwóch lub trzech książek na ten temat. Mantrailing bardzo często traktowany jest tylko, jako sposób na zarobek i bardzo odbiega od podstawowych założeń czyli ratowania życia ludzkiego. Dzięki odrobinie szczęścia jakie miałem, znaleźliśmy szkołę, która dała nam bardzo solidne podstawy. Po pewnym czasie jednak, zauważałem coraz więcej szczegółów niezgadzających się z naukami Schettler´a i stwierdziłem, że metody, których używamy coraz bardziej różnią się od nauk i sposobów opisywanych w jego książkach. Trenowaliśmy często w tych samych miejscach i o tej samej porze. Wielokrotnie ingerowaliśmy w pracę psów, aby doszły do końca tropu, zamiast robić prostsze zadania i wolniej podnosić poprzeczkę. Popełnialiśmy błąd pracując wyłącznie na świeżych tropach, nie przyzwyczajając psa do starszych. Niewłaściwym było również motywowanie psów poprzez pozwalanie im na bieganiu za uciekającą osobą na krótkich odcinkach, przez co pracowały głównie górnym wiatrem lub co gorsza „na oko”.

Nie tylko ja, ale tez inni członkowie w grupie byli zdania, że pewne rzeczy są nie w porządku. W naszej grupie znajdowała się też Susanne Langer, wieloletnia trenerka psów w mantrailingu, zajmująca się dyferencjalnością zapachów oraz pettrailingiem. Bardzo mnie zaciekawiła dziedzina pettrailingu. Było to bardzo interesujące – każdego roku w Niemczech gubi się o wiele więcej zwierząt domowych, niż ludzi. Szukając zwierząt domowych nie trzeba być zawiadamianym przez policję i poddawać się wielu kontrolom. Mówiąc o zaginionych psach i kotach na terenie Niemiec, mówimy o 4.500.000 zaginionych zwierzętach na rok. Nawet, jeśli z tej ogromnej liczby tylko 1% byłby poszukiwany przez psa, to mówimy tutaj o 45 000 realnych poszukiwaniach na rok. A jeden pies może w ciągu roku pomóc przy maksymalnie 200 poszukiwaniach. Na dzień dzisiejszy mamy w Niemczech 20-30 poszukiwaczy zaginionych zwierząt, którzy poszukują maksymalnie około 4500 zwierząt na rok. Tylko jeden z nich ma pozwolenie na odstrzał używając anestetyków, a kilku ma uprawnienia do używania pułapek.

Nie bylem pewien czy mam zmienić mantrailing na pettrailng, tym bardziej, że moim zdaniem mój pies był nadal bardzo dobry w poszukiwaniu ludzi. Nie wiedziałem czy warto, ale też nie chciałem zmieniać czegoś, na co pracowałem już wtedy około roku. Myślałem o drugim psie, który od początku szukałby tylko zwierząt, ale wiosną 2013 przyjechał do Niemiec Jeff Schettler i zapisałem się na prowadzone przez niego warsztaty, które trwały 5 dni. Dało mi to możliwość rozpoznać błędy, tak moje, jak i mojej trenerki. Dowiedziałem się też w jak wielu momentach w trakcie wielu szkoleń wypaczana jest idea mantrailingu. Jeff jest bardzo miłym i kompetentnym instruktorem, ale tez jest biznesmenem z krwi i kości. Prowadzi warsztaty w całej Europie - we Francji, Niemczech, Szwajcarii, Austrii, Słowacji i w Czechach. Każdego roku ma do czynienia z setką psów i widząc mojego zwrócił mi uwagę na kilka problemów. Pierwszym było to, że mój pies woli szukać zwierzynę od człowieka, przez co nigdy nie będzie mu można w 100% zaufać w lesie. Drugi problem można opisać w następujący sposób. Gdy Diego gubi właściwy trop zaczyna gonić na oślep do momentu, aż znajdzie jakikolwiek inny trop, który wyda mu się interesujący, po czym zaczyna nim podążać. Kolejną przeszkodą był fakt, że mój pies potrafi pracować tylko i wyłącznie na bardzo świeżym tropie, nie radząc sobie zupełnie na starszych. Ta ostatnia kwestia była dość istotna, ponieważ pozwalała na trenowanie z psem tylko na bardzo świeżych tropach lub na „pogoni” psa za człowiekiem „ na oko”. Jeżeli pies, jako szczeniak nie nauczy się używać swojego nosa, wtedy jego najważniejszym zmysłem podczas szukania staje się wzrok. Pies zaczyna wtedy podnosić nos i szperać jak płochacz szukając zwiewnych cząsteczek zapachowych, a nie ciężkich, które opadają na ziemię. Stwierdziłem, że nie ma sensu trenować w taki sposób, bo odbiega to zupełnie od realnego zadania odnalezienia zaginionego człowieka. Jest to może dobra zabawa dla psa i miła możliwość zarobku dla niejednego właściciela szkoły dla psów oraz przyjeżdzających do Europy Amerykanów. Jednak koniec końców są to treningi, które nie zapewniają psu odpowiedniego przeszkolenia i przyzwyczajenia do starszych  tropów, na których będzie później pracował. Również przewodnik psa nie uczy się, jak reagować oraz jak rozpoznawać, kiedy pies podąża właściwym tropem, a kiedy w pracę psa wkrada się niepewność i błędy. Muszę jednak przyznać, że szkoła, do której uczęszczałem z moim psem, nauczyła nas pracy na różnych podłożach. Mój pies ćwiczył w lesie, na otwartej przestrzeni takiej jak łąka, ale również na betonie, ulicach, parkingach wszędzie tam, gdzie zapach nie zostaje wdeptany w podłoże.

Zacząłem trenować w innych grupach, ale również sam. Podjąłem decyzję o trenowaniu tylko i wyłącznie pettrailingu. Zdecydowałem się na to, dlatego, ponieważ zawsze chciałem, aby mój pies pracował naprawdę, a nie tylko „na niby”. Nie chciałem posiadać psa tylko dla zabawy oraz by mieć tylko dobrego kumpla. Zawsze chciałem mieć psa pracującego i jeżeli już mam gończego polskiego, to chcę mu dać zadanie - pracę. Uważam, że jeśli tego nie zrobię mój gończy da mi do zrozumienia, że nie jestem jego wart. Z mojego punktu widzenia mogę tylko powiedzieć, że wszyscy powinniśmy promować naszego gończego, jako psa pracującego. To nie pupil i kanapowy kumpel, a twardy i rzetelny pracownik, który wymaga, aby się nim zająć i dać mu takie zajecie, w którym używa nie tylko swojej siły, ale też inteligencji. Mantrailing ma swoje plusy i minusy.

I na koniec - "nothing is perfect" - nie wszyscy właściciele gończych to myśliwi, a mantrailing pozwala gończemu wykorzystać część swojej natury – pasji. Pomaga nam  - właścicielom, którzy nie jesteśmy myśliwymi ani podkładaczami, dać naszym psom możliwość zastąpienia pracy w łowisku, inną trudną pracą, przy której muszą mocno się „nagłówkować”. Z mojej strony radzę wszystkim, którzy mają gończe i nie są myśliwymi, żeby pracowali ze swoimi psami na tropach. Dzięki temu zagwarantują sobie respekt swojego psa i podatność na inne ćwiczenia takie jak posłuszeństwo.

Gończy nieodpowiednio prowadzony może być psem, który zacznie niszczyć dom i dobytek, psem skłonnym do agresji w stosunku do innych psów i ludzi,  a czasem nawet niebezpieczny dla domowników. Aby odpowiednio prowadzić gończego nie wystarczy niestety być patriotą i kochać psy, dlatego powinniśmy sobie zdawać sprawę z tego, że gończy polski to nie jest tylko pies. Gończy Polski to "wyzwanie".

https://www.youtube.com/watch?v=O2XgRWXvx0g

https://www.youtube.com/watch?v=WFAoPidcmzI

 

Tomasz Karwath

 

(22.09.2014)