Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

La, la, la (jak) las.

DLA DZIECI I ... NIE TYLKO » Rudy bloguje, czyli co o gończych powinniście wiedzieć. » La, la, la (jak) las.

La, la, la (jak) las

My psy myśliwskie potrzebujemy dużo ruchu. Jesteśmy stworzone do biegania. Trzeba nam zapewnić codzienne długie spacery. My z wujkiem Rezonem  mamy okazję wybiegać się na polach, łąkach. Ale nie od razu zostaliśmy puszczani luzem. Musieliśmy  się nauczyć apelu-posłuszeństwa.  Opiszę Wam mój pierwszy spacer w lesie. Od razu wiedziałem, że mi się spodoba. Wiosenny las, bo o nim mowa. Kiedy pierwszy raz zostałem zabrany na spacer do lasu to byłem zdziwiony, że tyle w nim drzew. Różnych. Iglastych i liściastych. A wszystkie piękne o liściach w nieskończonych kształtach.  Kto te drzewa posadził? I skąd wziął? Z tartaku? A może z  supermarketu? Dobrym specjalistą był ten architekt krajobrazu, który stworzył mój las.  A do tego nie zapomniał jeszcze o polnych i leśnych kwiatach, krzakach, trawach. Wymarzone miejsce do zabawy w chowanego , w berka.  Można też pobawić się w czerwonoskórych  Indian.  Oooo tak, mógłbym się nazywać  Wielki Wódz Apaczów Joszko Rudy Rączy Gończy. Trochę przydługo, ale bardzo, bardzo ładnie. Howgh.      

Do lasu zostałem wprowadzony na długiej lince. Pewnie dlatego, żeby mój Pan się nie zgubił. Cały czas miałem go na moim oku. Dopiero po spacerze wujek Rezon powiedział mi, że linka służyła do tego abym nie gonił leśnych zwierząt. Wiele z nich ma swoje młode, a niektóre za chwilę będą  miały swoje dzieci  i nie należy ich niepokoić. Coś było na rzeczy, bo czułem mnóstwo zapachów i najchętniej sprawdziłbym okolice, a może wybrałbym się jeszcze cztery razy dalej.  I do tego jeszcze ktoś miły rozsypał dla mnie i wuja pełno patyków. Byliśmy zachwyceni-nie wiedziałem które łapać i rzucać przed siebie, za siebie i …. na siebie. Wspaniale, wspaniale! Ciekawe, kto później po nas te patyki sprząta? Pewnie ktoś bardzo, ale to bardzo uczynny. Brakowało mi w tym „naszym” lesie jeszcze tylko odrzutowej karuzeli, najlepiej w kształcie kości… . Ale i tak było wesoło.                                              

Na tym pierwszym leśnym zwiadzie trochę byłem niegrzeczny - ciągnąłem linkę niemiłosiernie. Brykałem, skakałem, goniłem wiatr, aż moje rude uszyska zaczęły żyć swoim życiem. Miałem wrażenie, że po spacerze mój Pan ma dwa razy dłuższe ramiona. Pewnie bez problemu objął by najstarsze w Polsce drzewo-potężnego dęba  Bartka.                                                                                                             

W czasie naszego spaceru spotkałem też groźne, choć niewielkie  zwierzę. Była to żmija zygzakowata, która wygrzewała się na skraju łąki łapiąc ciepłe promienie wiosennego słońca.  Nie miała przeciwsłonecznych okularów. Nie wylegiwała się w hamaku, czy składanym leżaku. Leżała na skraju lasu na ścieżce i łapała (choć nie miała rąk) ciepłe promienie wiosennego słońca. Była ciemna z czarnym zygzakiem. Chciałem jej zaproponować wspólna zabawę w „chowanego”, ale Rezon mnie natychmiast zawołał  i wyjaśnił mi, że żmija może być niebezpieczna. Jest jadowita tzn. może ukąsić  i wstrzyknąć trujący jad. Jaki mądry jest ten mój wujaszek, choć nie jest rudy jak ja. Kilka razy szczeknąłem w kierunku zygzatowatego potwora. I ku mojemu zdziwieniu  ten uciekł. Mogliśmy wraz z Rezonem dalej się bawić. Spacer-wspaniała rzecz.                                                                                       

Pamiętajcie, spacer dla nas gończych to ważny punkt codziennego programu. My nie chodzimy na fitness, nie jeździmy na rowerach (nie mamy kciuków). My potrzebujemy wspólnych wyjść w czasie których łapiemy kondycję. Łatwiej nam później na polowaniach.

Wasz Gończy

C.d.n.