Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

Gdy zaginie pies (spacer).

CZYTELNIA » Wariacje na temat... » Gdy zaginie pies (spacer).

Nie ma chyba właściciela gończego, który nie zamiera na myśl, że pewnego dnia może przydarzyć się sytuacja, gdy jego pupil się zgubi. Dobrze, jeśli kończy się tylko na strachu i po dłuższej chwili oczekiwania szczęśliwi zapinamy na smycz swojego równie szczęśliwego psiaka. Nigdy jednak nie możemy być pewni tego, że nasz pies na pewno nie zaginie. Nie musi wcale chodzić do lasu i pobiec za sarną lub zapomnieć się w czasie polowania. Może przecież zainteresować go zając na łące, kot czy też inny przebiegający pies w czasie spaceru. Może wystraszyć się fajerwerków w Sylwestra. Może też zostać skradziony.

Sposób poszukiwania musimy dostosować więc do zaistniałej sytuacji. Ogromny wpływ na uniknięcie tego przykrego doświadczenia, jakim jest ucieczka psa oraz na skuteczność jego poszukiwań, ma konsekwentna praca wychowawcza już nad małym szczeniaczkiem. Często tego nie doceniamy i zaniedbujemy. Refleksja przychodzi najczęściej dopiero po dramatycznym wydarzeniu jakim jest np. psi „gigant”. Jak najwcześniej rozpocznijmy więc naukę przychodzenia psa na gwizdek. Chowajmy mu się na spacerach, zmieniajmy kierunek marszu, aby nabrał nawyku, że to on pilnuje się nas, a nie my pilnujemy jego. Uczmy go posłuszeństwa, gdyż to może mu kiedyś uratować życie. Obowiązkowym psim gadżetem jest adresówka przyczepiona do obroży, na której znajdują się nasze numery kontaktowe. Nie zaleca się umieszczania imienia psa czy też innych danych, gdyż  to może jedynie ułatwić pracę ewentualnemu złodziejowi. Według mnie najlepiej umieścić kilka numerów telefonów, na wypadek gdyby któryś się rozładował lub był poza zasięgiem. Takie dane powinny być przy psie zawsze, nawet podczas krótkiego spaceru.

Nigdy przecież nie wiadomo kiedy naszemu psiakowi przyjdzie ochota na chwilkę „luzu”. Osobiście polecam stalowe adresówki montowane do obroży na nity. Tak łatwo się nie gubią i można z nich bez problemu wszystko odczytać z bezpiecznej odległości. Pamiętajmy, że gończe są raczej nieufne z natury, więc manipulowanie przez potencjalnego znalazcę przy otwieraniu „zakręcanej” adresówki przyczepionej do obroży zestresowanego psa może wymagać nie lada odwagi. Unikajmy puszczania psa z przypiętą  smyczą lub otokiem. To może być bardzo niebezpieczne, jest bowiem duże prawdopodobieństwo, że pies gdzieś się zaczepi i to uniemożliwi mu powrót do właściciela (nie mówiąc już o złamaniu karku pędzącego psa podczas gwałtownego szarpnięcia). Jeśli jednak tak już się stanie, czas tym bardziej działa na naszą niekorzyść. Największym niebezpieczeństwem dla unieruchomionego psa jest brak wody. Inne zagrożenia to brak pożywienia czy nadmierne wychłodzenie organizmu. Pamiętajmy, że uciekająca zwierzyna szuka schronienia w trudnodostępnych miejscach - gęstych zaroślach, młodnikach, gdzie istnieje niewielka szansa dostrzeżenia psa przez nas czy też przechodzących grzybiarzy, spacerowiczów.

Niestety, jakiś czas temu, taka sytuacja przydarzyła się mojemu gończakowi. Podczas spaceru na długiej lince w pobliżu lasu poczuł sarnę, wyrwał się i już go nie było. Odnaleźliśmy zgubę następnego dnia w młodniku, zaczepionego o wystający z ziemi pręt i owiniętego kilkakrotnie o drzewa. Luźnej smyczy miał około 50 cm. Nie łudźmy się, że gończy szczekaniem odpowie na nasze nawoływanie. To właśnie było naszym największym zaskoczeniem! Kilkakrotnie przechodziliśmy koło młodnika,w którym chwilowo postanowił zagościć uciekinier. Gwizdaliśmy, nawoływaliśmy – bez rezultatu. Nawet tuż przed odnalezieniem psa, zanim zdecydowaliśmy się ruszyć w młodnik, nie było reakcji na wołanie, a urwis był jakieś 4 m od nas. Dopiero gdy mąż wszedł w gąszcz drzew psiak zaszczekał, ale była to wybitnie reakcja obronna, gdyż w pierwszej chwili nie poznał skradającej się postaci ubranej w przeciwdeszczową pelerynę.Pies puszczony luzem (tzn. bez smyczy) ma większe szanse na samodzielny powrót na miejsce, z którego odszedł lub na to, że ktoś go zauważy, przygarnie i powiadomi właściciela lub jakąś instytucję. Weźmy jednak pod uwagę fakt, że silny wiatr, wyładowania atmosferyczne i mocny deszcz bardzo utrudnią zgubie powrót po własnym tropie. Unikajmy więc spuszczania psa w taką pogodę.Co robić jednak, gdy pies już zaginie? Najważniejsze to zachować zimną krew i rozsądek, choć nie jest to łatwe, gdy przez głowę przewija się tysiąc dramatycznych scenariuszy, a serce rozrywa czarna rozpacz. Niestety, w tej chwili nie ma na to czasu.Im szybciej weźmiemy się w garść, tym szybciej zaczniemy działać i tym większa jest szansa na odzyskanie psa, a być może na uratowanie mu życia.Jeśli pies ucieknie na spacerze a my jesteśmy sami, najlepiej pozostać na miejscu i czekać aż wróci, co zresztą najczęściej następuje. Jeżeli jednak pies długo nie wraca,w naszej ocenie zbyt długo, należy natychmiast rozpocząć poszukiwania.

Nie oszukujmy się, sami nie jesteśmy w stanie zbyt wiele zdziałać. Nie przeczeszemy przecież całego lasu w pojedynkę jednocześnie rozwieszając ogłoszenia i obdzwaniając różne instytucje. Im większą ilość osób uda nam się włączyć do pomocy, tym większe są szanse na szybkie i szczęśliwe zakończenie całej historii. I tu wielki ukłon w kierunku ludzi dobrej woli, na których w takiej właśnie chwili można liczyć. Jeśli możemy pomóc, nie odwracajmy się. Dziś Ty pomożesz, jutro pomogą Tobie. Pamiętajmy, aby na miejscu, z którego odszedł pies pozostała jakaś znana mu osoba, a jeśli to niemożliwe to przynajmniej rzecz z zapachem znanym psu – jego koc, kurtka lub sweter właściciela. Trzeba to miejsce co jakiś czas odwiedzać, by sprawdzić czy psiak nie wrócił.Należy jak najszybciej obdzwonić różne instytucje w naszej i pobliskich miejscowościach – schroniska, gabinety weterynaryjne, Straż Miejską, Policję, nadleśnictwa, leśnictwa, koła łowieckie, znajomych myśliwych, Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.Dobrze jeżeli ktoś może od razu przygotować ogłoszenie, w którym zamieści najbardziej aktualne zdjęcie psa, jego dokładny opis, znaki szczególne, miejsce zaginięcia i numery telefonów. Bardzo pomaga wzmianka o czekającej nagrodzie.

Ogłoszenie trzeba jak najszybciej zamieścić w internecie, gdzie się tylko da – psie fora np. gończe „zielone”, ogarkowo, na łowieckim, facebooku, naszej klasie, dogomanii, stronach gminnych – z prośbą o dalsze publikacje. Muszę przyznać, że nie zdawałam sobie sprawy z tego jaka siła drzemie w internecie. W ciągu kilku godzin od zamieszczenia mojego ogłoszenia na „zielonym” odzywali się do mnie znajomi psiarze, z którymi nie miałam kontaktu od kilku miesięcy. Byli wśród nich nie tylko gończarze, ale właściciele posokowców, wyżłów, goldenów i oni także oferowali pomoc fizyczną lub przeklejali moje ogłoszenie na dalsze fora. Dzwoniły również zupełnie nieznane mi osoby. Wydrukowane ogłoszenia trzeba szybko rozwiesić w okolicy zaginięcia psa, ale im większy teren nimi okleimy tym większa szansa, że gdy nasz uciekinier zdecyduje się wyjść z lasu to trafi na ludzi już wiedzących o jego poszukiwaniu. Dobrym miejscem ku temu są duże skupiska ludzi – szkoły, sklepy, przystanki, osiedla, kościoły. Co jakiś czas należy uzupełniać brakujące ogłoszenia. Zawsze istnieje obawa, że ktoś sobie psa zatrzymał i będzie je usuwał. Trzeba rozpowszechniać informację o zaginięciu psa wśród napotykanych przechodniów. Odwiedzać domy, zaglądać na podwórka. Pytać gospodarzy czy nie widzieli nowego psa u sąsiada. Prosić o czujność. Jak największą ilość osób trzeba zaangażować do przeczesywania lasu i tyralierą penetrować pasmo za pasmem, z czasem zwiększając obszar badanego terenu. Zaglądać między krzaki, młodniki. Zestresowany pies może nas z nich obserwować, bojąc się wyjść. Niestety takie poszukiwania mogą trwać kilka dni, tygodni, a nawet miesięcy. Musimy w tym wszystkim zadbać o siebie, bo takie poszukiwania to także duży wysiłek fizyczny. Nie zapominajmy więc o jedzeniu, piciu i odpoczynku. To bardzo trudny okres dla właścicieli kochających swojego psa. To co dzieje się w ich głowach i sercach, zrozumie tylko ten, kto sam to przeżył. Moja rozpacz trwała stosunkowo krótko. Miałam jednak chwile zwątpienia, gdyż nasze działania przypominały poszukiwania igły w stogu siana (tu zbawieniem byłby psi GPS). Myśli kierowałam wtedy do tych wszystkich przeczytanych, dłuższych czy krótszych, historii zakończonych happy endem. One mobilizowały mnie do dalszego wysiłku, dodawały siły i nadziei, że wszystko skończy się dobrze. Po blisko 24 najdłuższych godzinach znów mogłam wtulić się w słodki pychol mojego kochanego urwisa.

Gończaki uciekały i będą uciekać, ale tylko takich, szczęśliwie zakończonych historii sobie i Wam życzę.

 

                    Małgorzata Kemer