Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

Dzik jest dziki, dzik jest zły ...

DLA DZIECI I ... NIE TYLKO » Rudy bloguje, czyli co o gończych powinniście wiedzieć. » Dzik jest dziki, dzik jest zły ...

Dzik jest dziki, dzik jest zły…

To było moje pierwsze polowanie. Jesień. Wcześnie rano, jeszcze prze świtem nasz właściciel zapakował nas do samochodu, czyli naszej szybkiej budy na kółkach. Jakże świetnym kierowcą jest nasz Pan,  jak brawurowo wybierał zakręty. A mu na tylnym siedzeniu jak papużki z filmu Hitchcock’a raz w prawo, raz w lewo.  Już po pół godzinie byliśmy na miejscu.                                                                            

W środku lasu, na niewielkiej polanie było już dużo myśliwych. Zdziwiło mnie to, że wszyscy choć w różnym wieku, to byli bardzo podobnie do siebie ubrani. Jak jeden mąż mieli na sobie zielone kapelusze, kurtki i spodnie (w mieście gdzie mieszkam ludzie chodzą ubrani w różnokolorowe ubrania). Pewnie dzień wcześniej ustalili ze sobą kolor na dany dzień, pomyślałem. Byłem ciekawy w jakich kolorach zobaczę ich na następnych polowaniach. Może w rudym? Byłby to miły gest w moją stronę.

Polowanie rozpoczęło się zbiórką, na której zagrano na rogu sygnały myśliwskie, omówiono sprawy organizacyjne, rozlosowano karty na stanowiska. I pojechaliśmy głęboko w las. Wczesną jesienią ma on wspaniałe kolory. Zastanawiam się nawet, czy ludzie nie malują tych wszystkich drzew, bo tak pięknie wyglądają. Podejrzewam o to leśników, bo co innego mieliby do roboty w kniei.  A takie malowanie to zajęcie bardzo pożyteczne i rozwijające estetycznie. Nie byłbym zdziwiony, że piszą też poezję lub grają w orkiestrze (przynajmniej w dętej). Muszę się bacznie rozglądać, czy nie napotkam odpowiednio wyposażonych służb leśnych.                                                                                                       

Po przybyciu na miejsce zostaliśmy wraz z naganiaczami rozstawieni ma leśnym dukcie. Czułem się trochę niepewnie, bo choć dzień wcześniej Rezon opowiedział mi jak mam się zachować, to nieco się bałem. Najbardziej dzika. Już sama jego nazwa mogła przerażać. Spotkać się z dzikim dzikiem. Sam na sam w lesie. Brrrr. Pewności dodawała mi obecność wuja. Nagle zagrała sygnałówka i weszliśmy w las. Z początku starałem się trzymać Rezona, ale ten nie zważał na mnie. Wyrwał do przodu i zostałem sam. My gończe polskie jesteśmy wytrawnymi dzikarzami. Mówił mi to wuj i inni stryjkowie i cioteczki. Przeczytałem to też w internecie (tak, tak potrafię czytać i swobodnie serfuję po internecie). A więc do dzieła, pomyślałem. Zacząłem szukać mojego pierwszego dzika. Wysiliłem swój węch, ale nic nie wyczułem. Biegałem daleko przed naganiaczami słysząc ich przeciągłe „EEeeejoooop”, które pewnie było imieniem jednego z nich. Musiał biedaczek się zgubić, bo wołano go przez całe polowanie. Zastanawiałem się jakiego pochodzenia mogło być  imię tego zagubionego. Duńskie? Może holenderskie…               

W pewnym momencie coś poczułem. Tak, był to zapach dzika (wiem, bo widziałem już dziki w zagrodzie szkoleniowej). Idąc tropem doszedłem do gęstych zarośli i nagle zobaczyłem potężnego odyńca. Tak nazywamy poważnego wiekiem pana dzika.  Oczy jego świeciły jak świece. Jego kły przypominały fajki i szable. Były potężne.  Obserwował mnie, a ja jego.
Gra nerwów. Scena jak z dobrego westernu.                                                                                                                 

Już się nie bałem. Nie było na to czasu. Szybko przypomniałem sobie instrukcje otrzymane od wuja co robić kiedy spotka się dzika. Zwłaszcza tak bardzo dzikiego dzika. Utrzymując bezpieczną odległość zacząłem szczekać, rozpocząłem jego głoszenie. Pomyślałem, że dzik powinien się przestraszyć takiego rudego chwata jak ja. Ale ten ani drgnął. Obserwował mnie swoimi małymi oczkami (świecami). Jak on tak, to ja jeszcze bardziej w niebogłosy. I to chyba zniecierpliwiło tego leśnego mieszkańca, bo nagle na mnie z impetem ruszył. Ale jak ruszył. Jak najlepszy sportowy samochód, bolid formuły pierwszej, z doskonałą przyczepnością do podłoża. Prawie czułem swąd spalonych  rapet. Zrobiłem zgrabny unik jak florecista unikający pchnięcia. A potem ile sił w rudych nogach ucieczka na z góry upatrzoną nową linię obrony. Przyznaję, wystraszyłem się nie na żarty. Ale moje mężne, rude serce kazało mi ponownie podejść do odyńca. Ja w szczek, a on raz po raz szarża. Ja w unik. Tańczyliśmy tak tego jive’a przez dobre kilka minut- chasse w lewo, chasse w prawo. Najpierw krok podstawowy, a następnie bardziej zaawansowane figury z synkopowanymi "kickami".  Za parkiet robił nam mech. Orkiestrą był szumiący las, z ważną funkcją perkusji w postaci odgłosów łamanych patyków. Ta nasza tarantella trwałaby chyba bez końca gdyby z odsieczą nie przybiegł wuj Rezon. Wspólnie udało się odyńca ruszyć i wypchnąć w kierunku myśliwych. Tym razem panu odyńcowi się poszczęściło bo nikt nie strzelał. Panie Straszny Dziku do zobaczenia następnym razem. To mówię ja Joszko Mężne Serce zwany też Rudym Lwem Pogromcą Strasznych Dzików (nadałem sobie i inne tytuły, ale nie ma tu miejsca na ich wymienianie). I choć polowanie obfitowało w spotkania z innymi zwierzętami, to spotkanie z dzikiem zapadło mi na długo w pamięci.

 

Krótkie rozmyślanie (p)o polowaniu.

Po polowaniu mam zawsze kilka dni luźnych. Odsypiam emocje-…aaa, gończe dwa, czarne, rude obydwa… . Przysypiając, my gończe, ogrywamy w snach nasze leśne przygody. Możecie wtedy zobaczyć jak poruszamy łapami i nogami, marszczymy się. Pan wówczas mówi, że nie ma psów, bo taki spokój w całym domu. Jesteśmy, jesteśmy tyle tylko, że kiedy nie śnimy, to rozmyślamy . O czym? A to różnie. Ostatnio zastanawiałem się ile rybek zmieści się w niewielkim 30 litrowym akwarium? 10? A może 100, 1000? Długo się zastanawiałem. Ktoś może powiedzieć, że trzeba pozwolić się rybkom rozmnażać i nie należy  niczego zmieniać. Należy sypać tyle karmy jak dotychczas, reszta jakoś sama się ureguluje.  Ktoś inny jednak powie, że tak małe akwarium ma swoje możliwości i trzeba utrzymać tyle rybek aby czuły się dobrze, były zdrowe, a jedzenia starczało dla wszystkich. 

 

Wasz Gończy.

C.d.n.

Rysowała mnie Zuzia Petruczenko, lat 9.