Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

Dwa w jednym...

W ŁOWISKU » Opowiadania » Dwa w jednym...

Dwa w jednym...

 

   Tegoroczne rykowisko zapowiadało się  bardzo ciekawie.  Ruch jeleni w łowisku,- liczne widoczne przejścia chmar przez dukty i leśne piaszczyste drogi wskazywały na to, że za moment rozpoczną się długo oczekiwane jelenie gody.   .

Jak zwykle w tym czasie, siadam na specjalnie przygotowanym , dobrze zamaskowanym stanowisku. Przed sobą mam ponad 200 hektarów szuwaru porośniętego gdzie niegdzie łozami i wikliną , wbitego pomiędzy niedostępny podmokły las olszynowy, a rzekę Wieprz. To tutaj najczęściej odbywa się jeleni koncert, myśliwski raj dla zmysłów,  radość dla oka i ucha, lekcja łowieckiej pokory, przepojona emocjami, które wywołują szybszy oddech i powodują mocniejsze bicie serca. Często w oddali lub całkiem blisko, widać potężne byki z rzadka porykujące, uważnie pilnujące swego haremu i młodsze – chłysty  , które to tęsknie zawodząc, cierpliwie i z zaangażowaniem  czekają na okazję, pokrycia jakiejś przygodnie odbitej łani.  Stanowisko o którym mowa, oprócz swoich zalet ma też wady, bowiem strzał do byka należy tu oddać bardzo precyzyjnie, komora nie wchodzi  w rachubę. Zwierz musi paść w ogniu, ze względu na trudności z  wydobyciem i transportem tuszy, w trudnym bagnistym często niedostępnym terenie.

  Pierwszego w tym sezonie jelenia byka pozyskałem we wspomnianej  już wcześniej olszynie przylegającej do szuwaru. Biegnie tam trochę zaniedbany rów melioracyjny przy którym stoi kilka ambon. Właśnie  na jednej z nich zasiadłem w oczekiwaniu na jelenia byka. Przede mną niezbyt  gęsty, wysoki las olszowy, na wprost bez niższego pietra, z możliwością oddania skutecznego strzału na ok. 180m, ale im dalej tym widoczność gorsza. Z lewej strony kępy i gęstwina, a tuż za nią wspomniany dość szeroki , mocno zaniedbany rów melioracyjny, dalej kilka metrów wolnej przestrzeni i zwarta ściana boru mieszanego. 

  Sztucer oparłem w kącie ambony czekając na rozwój łowieckiej sytuacji od czasu do czasu lustruję teren wokół ambony. Gdzieś na lesie słychać tęskne postękiwanie starego byka, ale to jeszcze nic specjalnego nie znaczy. Siedzę i słucham, pilnując starego przesmyku, którym łanie wyprowadzają chmary na pobliskie łąki, kuszące soczystym żerem. Minuty upływają leniwie, tylko jakiś pracowity dzięcioł tłucze zawzięcie dziobem w stary pień wyłuskując spod kory smakowite kąski. Jego odgłos głębokim echem  niesie równomierny stukot po kniei wprawiając  w spokojne błogie rozkojarzenie. To taki mój ambonowy odskok od codziennej rzeczywistości , ciągłej   gonitwy  splecionej z rytmicznym, stale rosnącym tempem życia, które w ten specyficzny sposób można chodź na trochę trochę  przyhamować. Las  wraz ze swymi odgłosami,  rześkim powietrzem pachnący świeżymi grzybami, mokrymi liśćmi i starą zmurszałą korą daje zupełnie inny wewnętrzny  nastrój. Specyficzny łagodny spokój przerywany na chwilę impulsem łowieckiego instynktu  by za moment znowu  wsłuchać się w odgłosy zmysłowego leśnego koncertu.

    Po pewnym czasie słyszę w oddali trzask łamanej gałęzi, jest  sygnał, do wyostrzenia trochę już uśpionych zmysłów. Roztarłem rękami twarz, lornetka do oczu i czekam.  Ciemnozielona głębia zwieńczona kopułą poplątanych koron  zdaje się być wielką salą balową  wspartą strzelistymi ciemnymi kolumnami,  majestatycznie stojących drzew na której za chwile, mam nadzieje, rozegra się przedstawienie.  W końcu widzę - jest -  jeleń byk, idzie między drzewami, trochę skośnie w stronę rowu, odległość ok. 150 metrów. Przystaje,  czasami w ogóle go nie widać. Teraz widzę tylko wieniec.  Na jednej tyce korona, na drugiej widlica, a więc chyba..... tak teraz widzę wyraźnie  na pewno – selekt. Już wiem, to jest ten... więc szybka decyzja, będę strzelał . Nagle przepadł całkowicie, pewnie stoi za kępą i nasłuchuje.  Słyszę przez chwilę własny przyspieszony oddech, a za moment  jak inny, starszy byk chrypliwie porykuje, centralnie przede mną, gdzieś dalej w głębi olszyn. Jego tubalny niski ton budzi  szacunek i respekt wśród rywali, a wśród braci łowieckiej, dreszczyk emocji który i ja przez moment odczułem. Wpatruję go  daleko między drzewami,  ale nic nie widzę, żadnego charakterystycznego ruchu.

 Lornetka z powrotem na zieloną  kępę zarośli, ale i tu cisza , nic  oprócz gęstej, ciemnej otchłani lasu. Byk zapewne stoi i wietrzy, nasłuchuje sprawdza  do koła teren..  Jestem spokojny o swoją pozycję, wiatr mam dobry . No co z nim ? Zapadł się pod ziemie czy  co ???  Przepadł z kretesem.... Cisza... nawet dzięcioł chwilowo zawiesił swoją robotę, jakby czekając na rozwój sytuacji ... Mimowolnie odkręciłem głowę w lewo na rów i ........ widzę......... jest........ stoi już za rowem, a raczej powoli idzie, schodząc do lasu – prawie go przegapiłem. Szybka decyzja krzyż na komorze przyspiesznik i ciągnę za spust, ale słyszę tylko suchy trzask zwolnionego  przyspiesznika, co jest ?.......no tak, oczywiście – naciągnąłem przyspiesznik, a nie odbezpieczyłam sztucera, szybko się poprawiam, próbuję ponownie uchwycić cel lecz byka już nie ma. Zniknął w leśnych ostępach. Robi mi się gorąco. ... i  cóż mogę  -   mogę tylko z powrotem zaciągnąć ten nieszczęsny bezpiecznik i uchylić kapelusza odchodzącemu zwierzowi. Sztucer mimowolnie opadł na kolana,.. Podobno takie rzeczy się zdążają. Teraz  jestem pewien , że na pewno się zdążają,  ale dlaczego mi i to właśnie w takiej chwili. Skórę przeszył, jakby opóźniony dreszcz emocji.  Zrezygnowany, spojrzałem z żalem jeszcze raz,  w miejsce gdzie przed chwila zniknął mój  jeleń i zamurowało mnie,  ....... widzę, jest drugi wychodzi z gęstwiny, wprost  do rowu dokładnie tą sama drogą co pierwszy. Św. Hubert  jednak do końca mnie nie opuścił. Teraz mam więcej czasu. Patrzę przez lornetkę i ponowne zaskoczenie.  Widzę, że to właśnie jest ten, którego wcześniej oglądałem w olszynie, a więc były dwa . Walcząc z przyspieszonym oddechem, bardzo powoli  podnoszę ponownie sztucer do góry, teraz zdecydowanym ruchem  zwalniam bezpiecznik, nie bawię się już z przyspiesznikiem,

Odległość ok. 130 m ,spokojnie mam czas, wciskam mocno kolbę w policzek. Byk wychodzi z rowu odkrywając okazałą połeć. Krzyż wędruje  na  komorę, powoli ściągam spust –huk wystrzału przeszył leśną ciszę i widzę jak mój byk robi rakietę zapadając w otchłani lasu. Po chwili  dochodzą mnie potężne  trzaski, odgłos łamanych gałęzi. Widzę byka sadzącego przez rów, z powrotem na olszynę. Tak. To ten pierwszy, wraca do ostoi. Drugiego nie widać, -słychać tylko jak, uchodzi w przeciwnym kierunku. Nie wraca z kolegą. Na pewno przyjął kulę,  a więc tropimy.

  Gończa polska Raba popiskuje z podniecenia w samochodzie,  słyszała strzał i dobrze wie co ją czeka. Chcąc zyskać na czasie jadę autem przez rozpadliska , prawie pod samą ambonę. Dalej nie dam rady samochód ugrzęzł w torfowisku, ale i tak urwałem parę cennych minut zwłaszcza, że  zaczyna się  ściemniać. Nie szukam miejsca zestrzału,  od razu prowadzę psa na długim otoku w okolice przejścia jeleni. Idziemy wzdłuż rowu. Raba początkowo łapie trop byka uciekającego wprost do ostoi, ciągnie przez wodę w stronę wyjścia. Wracam ją stanowczą komendą „zostaw...”  idziemy dalej w lewo, tam prawdopodobnie przechodził drugi.

Słyszę pompuje nosem, charakterystycznie klapiąc przy tym faflami. Tu pewnie jest farba, ale nie mogę sprawdzić - coś się dzieje z włącznikiem mojej latarki. Raba szarpnęła otokiem i ciągnie  w las, ruszam za nią , trochę w „ciemno” i zarazem w zupełnej  ciemności, ale w takiej sytuacji psu trzeba zaufać, po prostu nie ma innego wyjścia. Gończa idzie pewnie, nie spiesznie, wręcz powoli, kufa wciągnięta do przodu ,  łapie zapach  półgórnym wiatrem, ale ciągle w myślach kołacze się ta niepewność, czy dobrze idziemy? Mam wreszcie światło, latarka zaczęła działać.  Widzę  farbę na liściach mijanych  krzewów około jednego metra nad ziemią... Emocje ściskają w piersi, ale wiem, że  jest dobrze, nie powinna zgubić tak sfarbowanego tropu. Nie powinna...    Suka robi lekki łuk w prawo. Ciągle potykam się o leżące na ziemi suche poplątane gałęzie drzew. Idziemy jeszcze kilkadziesiąt metrów. W pewnym momencie Raba pociągnęła mocniej, tak aż rzemienny otok wysunął się z  ręki. Chcąc go pochwycić skoczyłem do przodu, ale przewieszony przez ramiona sztucer zaczepił o jakąś pochyloną gałąź i straciłem równowagę waląc głową w pobliskie drzewo. Na szczęście nie groźnie. Pozbierałem się szybko i gonię wzrokiem uciekający otok. Kilka kolejnych susów i w  końcu go mam... jednak czuję..., że nie jest napięty,  tym samym w nos uderzył ostry zapach  leżącego  jelenia byka  – latarka znowu odmówiła posłuszeństwa. W zupełnej ciemności po omacku dotykam wieńca,  licząc odnogi na każdej tyce, dla potwierdzenia słuszności decyzji strzału. Jeszcze ostatni kęs, złom wędruje na obroże Raby, która warcząc szarpie byka, oblizuje farbę mamrocząc coś pod psia kufą.  Chwila zadumy, myśliwskiego wytchnienia i już mogę dzwonić  po ekipę „ściągającą” - trzeba wyciągnąć byka i samochód, który utknął w torfowisku przy ambonie.

Byk to dziesiątak nieregularny jednostronnie koronny ok. 7 lat  typowy selekt   tusza 167 kg. 

Pomimo komorowego trochę spóźnionego strzału jeleń poszedł ok. 200 metrów. Być może przy dobrej latarce byłby do odnalezienia po samej farbie - bez psa, ten przypadek nie był chyba beznadziejny, ale  to   żadna przyjemność błąkać się w nocy po ciemnym lesie z gęstym podszytem, zaglądając pod każdy krzak i rozłożystą paproć w poszukiwaniu tuszy.

Z psem to oczywiste... rzecz ma się całkiem inaczej. - po prostu myśliwski komfort,  nic dodać nic ująć, jednak wiem, że nie wszystkim kolegom trzeba o tym mówić. Kto raz spróbował polowania z psem ten  będzie polował z nim zawsze.   Takie polowania  przynoszą podwójną radość i dużo więcej doznań w  myśliwskiej przygodzie.

 

Tomasz Marcinkowski