Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

Dobra praktyka.

CZYTELNIA » Wariacje na temat... » Dobra praktyka.

Sobota. Hubertowiny Opolskie. Moje Koło wytypowane jako jedno z kilku, w którym zostanie przeprowadzone polowanie. Sami goście, my myśliwi jako obsługa. Piątek - przygotowania do polowania tj. ubiór do naganki, przygotowanie psów - obroże, kamizelki - wyciągam, czyszczę, szykuję. W oczach psów widzę zniecierpliwienie, chyba wyczuwają jutrzejszy dzień, poznają kamizelki.

Sobota - zbiórka, sygnał rozpoczęcia polowania, patrzę na psy i widzę że same już rwą się w  knieję. Sam staję się kierownikiem naganki na flance. Rozprowadzamy sie po linii, w polowaniu udział będą brały jeszcze inne psy rasy gończy polski i tzw "mieszańce":). Stoję ze swoimi dwoma - starszy (czteroletni Fado) spokojnie czeka na dźwięk karabinka,który oznajmi mu, że czas nadszedł..... młodszy (niespełna półtoraroczny Weron) niespokojnie zerka na mnie i po linii na grupę osób w kamizelkach :).

Słychać sygnał: naganka naprzód. Psy poszły....słychać ich granie. Ledwo nadążam wzrokiem za nimi. Widać uchodzące pierwsze kozy, zaczynam nawoływać psy, bo na pewno pogoniły je. Pierwszy przybiega o dziwo Weron, widać po jego minie, że podoba mu się jego rola. Później najgorsze..... Koledzy wołają mnie.... Z oddali słyszę....Szymoon....twój pies... i cisza. Słyszę popiskiwanie i widzę w oddali jak stoją w jednym miejscu. Moja pierwsza myśl - Fado dusi koźlę. Niedobrze, jak to będzie wygladąć w oczach polujących myśliwych. Dobiegam do niego i widok mnie przeraził. Pies siedzi na zadzie, próbuje wstać....przewraca się. W ogóle nie staję na tylne łapy. Szybko padam na kolana, oglądam go, nie widać rozcięcia, krwi. Przez głowę przechodzą mi najgorsze myśli....jak to się mogło stać, to nie jest jego pierwsze polowanie...jak mógł dać się znów poturbować  dzikowi. Szybko dzwonię do prowadzącego polowanie, że jest ranny pies i zwalniam się z dalszego polowania.

Zabieram psa na ręce, drugiego na smyczy prowadzę i szybko biegiem do auta. Następnie telefon do weterynarza, który od szczeniaka praktycznie wyprowadził psa i powiadamiam go o sytuacji. On na to żeby szybko przyjeżdżać. Na miejscu prześwietlenie kręgosłupa, łap, miednicy. Wszystko całe. Trochę ze mnie spłynęło. Jest OK. Ale czemu nadal nie staje na łapy. Zastrzyk przeciwbólowy i widzimy się jutro. Wieczór w domu straszny, pies siedzi, patrzy, łzy lecą mu z oczu. Ja osobiście nie mogę tego znieść. Co godzinę wynoszę psa na dwór żeby mógł się załatwić. Jakoś udaje nam się załatwić jego potrzeby, ale praktycznie w pozycji siedzącej i z moją pomocą - musiałem go podtrzymywać. Później internet i szukanie pomocy. Jest! We Wrocławiu jest dokrtor który zajmuje się urazami kręgosłupa. Niedziela w auto i po niecałych dwóch godzinach jestem na miejscu. Lekarz wiedział co się stało po oględzinach. Podczac urazu mechaniczego tj. najprawdopodniej uderzenia dzika w tył, kręg z kręgosłupa wypadł. Przypadłość niby ludzka. Ale bardzo bolesna. I zaczeło się. Nastawianie. Już po drugiej wizycie pies zaczął chodził, ale chwiał się i przewracał. Po około siedmiu wizytach pies już sam chodził, sam się załatwiał i mógł przespać spokojnie całą noc.

Poniesionych kosztów już nie liczyłem. Radość psa wystarczyła. Także moje Koło interesowało się wypadkiem i po otrzymaniu mojej prośby postanowiło pomóc finansowo w pokryciu kosztów leczenia. Na dzień dzisiejszy pies zaliczył kilka polowań zbiorowych. Młodszy Weron nie odpuszcza go na krok w miocie i razem jeden drugiego pilnuje :).
Nigdy nie życzę nikomu tego, co przeżyłem ze swoim psiakiem, ale wiem, że zrobiłbym dla niego wszystko żeby go wyleczyć i znów zobaczyć jego radość gdy podniesie zalegające w młodniku dziki czy sfarbionego byka.

Chciałbym także podziękować swojemu Kołu Łowieckiemu Nr "4" Szarak w Tułowicach za pomoc i zainteresowanie moim przypadkiem i dać przykład innym kołom, że nie należy być obojętnym. Bo przecież to są nasze psy i jeszcze nie raz będziemy potrzebować ich pomocy jak one potrzebują naszej.
 

                                                                                                                                     Darz Bór.
                                                                                                                                     Szymon Konieczniak

(20.02.2014)