Polish-English (Google Translate)Polnische-Deutsch (Google Translate)Polonais-Français (Google Translate)Польсько-Yкраїнського (Google Translate)Польска-беларускай (Google Translate)Lenkijos-Lietuvos (Google Translate)Poľsko-Slovenská (Google Translate)Lengyel-Magyar (Google Translate)

Cukier krzepi. Wiadomo.

DLA DZIECI I ... NIE TYLKO » Rudy bloguje, czyli co o gończych powinniście wiedzieć. » Cukier krzepi. Wiadomo.

Cukier krzepi. Wiadomo.

 

Halo, hallo, halloou…, tu nadaje Wasz Joszko, rudy gończy, który nigdy nie skończy (chyba, że mi Pan odłączy…  internet). Cóż, nieco dorosłem. Spoważniałem, mówią (niech i tak będzie). To i tematy poważne będę rozgryzał. To lubię…, ten czasownik kojarzy mi się bardzo, ale to bardzo smakowicie.

„Święta nadchodzą! A więc żądajcie wszędzie wyborowych wódek gatunkowych fabryki ‘Suchowola’ ”. Czasami przerasta moją rudą pałkę zasięg wyobraźni  copywriterów od promowania swoich hodowli. W niektórych przypadkach reklama reklam dawców mija się z rzeczywistością jak szyny tego samego torowiska-zupełnie i całkiem nachalnie bez zbędnych pąsów.  W innych i owszem zbiegają się, ale jakie z tego może być BUM-BUM! To nawet ja Joszko wiem.

„Matko, nie żałuj dziecku cukru-cukier krzepi, wzmacnia kości”. Dziś małe co nieco o reklamie, która to „miażdży kryzys i zdobywa świat”. Oj czasami miażdży, wbija mnie w fotel. Innym razem rozbawia mnie do rozpuku. Często czytam w sieci zapowiedzi kolejnych miotów. To fajnie, myślę, że moja gończa rodzinka się powiększa-będę miał nowych bratanków. Może kiedyś tam razem popolujemy. Kto wie … . Czasami reklamy zapowiedzi miotów  wyciskają mi łzy spod rudych powiek, bo przymuszony ludzki intelekt potrafi niezłe ustępstwa na rzecz śmieszności zrobić. „Nasze szczeniaki się nie ślinią”. Co autor miał na myśli? Tym bardziej, że tę cechę wydaje się stawiać wyżej od np. użytkowości rodziców szczeniaka. Równie dobrze mercedes mógłby reklamować swoje samochody: Nasze auta nie wybuchają.  A cukrownia: Nasz cukier nie jest słony. To wspaniale, że się nie ślinią, ale może mają np. jakieś choroby wynikające z obciążeń genetycznych. Jakby brzmiała reklama: Nasze szczeniaki nie mają żadnej choroby genetycznej.  No może niektóre, naprawdę tylko niektóre… . Ale te pechowe, chore się też nie ślinią. Gwarantujemy.

 „Już się ukazały w sprzedaży papierosy płaskie ekstra – jeszcze lepsze niż płaskie”. Pierwszy grzesio (grzeszek)poetów  reklam to nadawanie sobie posiadłości na Księżycu-powoływanie się np. na użytkowość szczeniaków (sic!) psich przodków przez wszystkie przypadki, a nawet więcej. Kiedy jednak poszperać i dopytać, to mamuś, tatuś nowego gończuszka las widzieli jadąc ze swoim hodowcą do supermarketu, a dzika na National Geographic z kanapy pańciostwa  reklamotwórców.

„40 lat, a biust 18-letniej-prawdziwy fenomen natury osiągnięty dzięki kuracji naukowym paryskim preparatem DIVA, nadającym piersiom pełną, jędrną linię i prawdziwie kobiecą pełnię kształtów”. Grzesio numer dwa, to próba podbijania głową piłki lekarskiej-niby możliwe, ale mało prawdopodobne i jeszcze mniej komfortowe dla makówki (która po tym nadaje się już tylko do łapania deszczówki). Ćwierć-półprawdy to broń straszliwa. „Gończuszek po mocno opolowanym psie”. A pies w pierwszym polu… . „Gończuszek po mamusi z licznymi dyplomami z konkursów pracy”. A suka jakby po jednym konkursie… . „Gończuszek po najlepszym użytkowo psie”.  Wspaniale, tyle tylko, że tego  tytułu nikt nie nadaje…, chyba, że sam reklam dawca… . Jak to umysł ludzki skłonny jest do przesady i tworzenia nowych wymiarów. Wszystko dla klienta. „Klient nasz pan”.

Moi gończy stryjkowie, stryjenki, wujowie, wujenki wiedzą, który hodowca dba, stara się o użytkowe cechy u swoich psich rodzicieli. Na taką nie pierwszej świeżości reklamę są narażeni  świetnie poinformowani à rebours (wspak znaczy się).

„Wąsy u pań można usunąć natychmiast i bez bólu dzięki użyciu Antarin’u”.  Grzesio trzecie, to twierdzenie najszczerszej prawdy, ale to prawda z zaplecza predigistatora.  „Gończuszek po najlepszych eksterierowo gp”. I rzeczywiście widzimy te tytuły, pucharki. Staropolski sęk w tym, że mamy takie punkty na polskiej ziemi (stałe, czasami ruchome) na których o pucharki jakby nieco łatwiej. Te „punkty na polskiej ziemi” objęte statystyką zamykają się często 100% skutecznością (sprawdzone). Ponoć liczby kłamać nie mogą. Bywa, że jakiś „punkt ruchomy” jako współorganizator wystawy jest tak miły, że wyprowadzi Wam psa na ring i na oczekiwany efekt nie trzeba długo czekać. Taki koleżeński jest. Oczywiście „punkt ruchomy” nie widzi niczego niestosownego w swoich zachowaniach. Żenuła…

„Ślizgawka w parku im.Żeromskiego zaopatrzona w odpowiednio ogrzewaną rozbieralnię, szatnię  i obficie zaopatrzony bufet”. Grzeszek  kolejny, to darowanie Inflant niczym Zagłoba. Są hodowcy, którzy nie mają miotu, a już szczodrze na prawo i lewo rozdają gończuszki . Tego moja ruda pałka pojąć nie może. Reklamować , sprzedawać miot, którego jeszcze nie ma, a ciąża suki nie jest nawet potwierdzona.

„Wesołe Święta, gdy w domu zapas  znakomitego Okocimia”. Grzeszek następny, to wypuszczanie miotów po rodzicach gdzie ewidentnie coś jest nie tak. To już lepiej założyć fabrykę kapsli niż zajmować się hodowlą gończych.  A to jakaś padaczka, a to po fałszywej NN-ce, a to po suce z tyłozgryzem.  Tu już moja ruda pałka się przegrzewa. Nie każcie mi tego komentować. Proszę.

„Precz z tandetą! Nasze prawdziwe petersburskie kalosze są najlepsze i najtańsze. Hygiena wymaga na zimę trwałego obuwia”. I na koniec… coś z innej kategorii. Pomysły zblokowania różnych imprez jako pomysł na zwiększanie frekwencji.  Chcesz zapisać psa na konkurs dzikarzy…-proszę bardzo, możesz, ale musisz wystawić swojego gończaka na mojej wystawie.  Taka transakcja wiązana. Dwa w jednym. Nie możliwe? Możliwe, możliwe… . I tak dla sprecyzowania nie był to pomysł naszych Kolegów z PZŁ.

Kupujący musi bardzo mocno uważać kiedy kupuje gończego polskiego. Bardzo. Na szczęście macie wybór.

Wasz Joszko